Logowanie / Rejestracja
Szukaj Zaawansowane (plugin)


Reklama

Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Szpital na SOLCU (szkoła rodzenia, poród)
03-03-2012, 09:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2012 17:49 przez daba.)
Post: #1
Jak wygląda sytuacja w szpitalu przy ul. Solec 93? (opinie 2013, 2014)

Czy dobra szkoła rodzenia, położne, atmosfera na porodówce i po porodzie?

---
więcej opinii o porodzie na Solcu tutaj
http://dzieci-warszawa.pl/forum/Watek-Sz...rod-w-2014
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
05-03-2012, 21:13
Post: #2
Urodziłam tam, opieka położnicza na wysokim poziomie, położne chętnie udziela wszystkich rad i pomagają, można bez skrepowania się tam o wszystko pytać, jedna czy dwie położne są kiepskie reszta ok. Z lekarzami :oko:to już nie jest tak super, jest też darmowe znieczulenie. Ogólnie to zadowolona jestem z tego szpitala! Wesołek
Odpowiedz cytując ten post
06-03-2012, 16:29
Post: #3
Rodziłam córeczkę w Warszawie na ul. Solec (Powiśle). Jestem bardzo zadowolona. Lekarz prowadzący moją ciążę właśnie tam pracuje i dlatego zdecydowałam się na tamten szpital. Rodziłam w znieczuleniu zewnątrzoponowym, w końcu poród skończył się cesarskim cięciem. Zabieg przeprowadzono szybko i sprawnie, pozostało tylko niewielki nacięcie. Opieka lekarska rewelacyjna. Jedyne na no narzekałam to położne zajmujące się maleństwami. Czasami zachowywały się jak królewny z bajki, zamiast pomóc młodym matkom to wstawiały swoje stałe powiedzonka. Ale trzeba być upartm!!!! to bardzo ważne i o wszystko dopytywać, jedną nawet opitoliłam bo mnie wkurzyła. Ogólnie jestem zadowolona i już na 4 dobe wyszłam ze szpitala.Wesołek
Odpowiedz cytując ten post
07-03-2012, 16:06
Post: #4
Witam w szpitalu na Solcu rodziłam niecałe 6 miesięcy temu, a tydzień przed porodem leżałam trzy dni na patologii. Postaram się w skrócie opisać. Sale na patologii 6 osobowe niestety nie były jeszcze odnowione ( łazienki na korytarzu obskurne strasznie ) ale dobre towarzystwo zrobiło swojeMiłość. Pomimo wszystko stwierdziłam że mogę tam drugi raz ( poznałam większa ilość pielęgniarek które wywarły na mnie pozytywne wrażenie). Sala porodowa była czyściuteńka, zadbana ( łazienka również) nie było drabinek ani wanny do porodu, ale dużo pomogła mi piłka. Położna pomogła mi bardzo ( niestety nie pamiętam nazwiska, mieliśmy opłacić, ale rodziłam przed terminem i nie załatwiliśmy tego, i dobrze ze tak wyszło ) kobieta bardzo sympatyczna ale i stawiająca do pionu bardzo pomogły mi również 2 studentki które były cały czas przy mnie ( oczywiście najbardziej pomógł mi mąż !) przy ostatniej fazie było koło mnie 5 osób. Wercia miała zapalenie płuc, leżałyśmy w szpitalu 10 dni więc poznałam całą ekipę i osobiście nie podpasowały mi 2 pielęgniarki i 1 lekarka ( oczywiście zależy wszystko od preferencji i gustu ). Ostatnie dni leżałam na sali poporodowej 3 osobowej z łazienką ( sala i łazienka zadbana). Cały pobyt w szpitalu wspominam całkiem nieźle jeżeli oczywiście można pobyt w szpitalu można zaliczyć do udanych ( pomimo ze poród miałam bardzo ciężki ) pozdrawiam
Odpowiedz cytując ten post
09-03-2012, 12:27
Post: #5
Witam!
Zgłosiłam się do tego szpitala w dniu porodu w celu konsultacji. I to nie była dobra decyzja. Ogólnie przerost formy nad treścią....oddział czysty, zadbany, ale personel ma moim zdaniem dziwne zasady przyjmowania pacjentów.
Zapis KTG dziecka był praktycznie w tym dniu nie do wykonania...brak lekarza w danym momencie (miał być od 15). I co ważne zapis KTG nie w szpitalu, ale w przychodni oddalonej ok. 100 m od szpitala.
Zastanawiam się, czy nie napisać skargi do NFZ. W końcu szpital, a dokładnie Położnicza Izba Przyjęć jest po to, żeby zająć się kobietą w ciąży, która zgłosiła się do lekarza.
i co ważne...oni nie zajmują się prowadzeniem ciążyWesołek jak usłyszałam, tylko porodami i mój lekarz prowadzący jest w błędzie, że w dniu porodu należy zgłaszać się do szpitalaWesołek
dla mnie MASAKRA!!!
skontaktowałam się z innymi szpitalami, tam nie było problemu z zapisem KTG, zostałam nawet zaproszona na kolejne.
Odpowiedz cytując ten post
18-07-2012, 04:49
Post: #6
Witam,
Rodziłam na Solcu 5 dni temu - wcześniej kilka dni leżałam na patologii ciąży. Poród odbył się przez CC w wyniku wskazań medycznych.
Sale, łazienki, jedzenie ...jak to w polskiej służbie zdrowia, choć były miejsca gdzie wszystko wyglądało naprawdę nieźle.
Natomiast to co dla mnie było najważniejsze -personel - jestem pod wrażeniem. Bardzo mili, pomocni, życzliwi. Naprawdę mogłam zawsze liczyć na pomoc, wsparcie i poradę. Panie gdy miałam kłopoty z karmieniem a później z nawałem pokarmu spędzały ze mną dużo czasu, tłumaczyły, masowały, przystawiały Maluszka - wpadały sprawdzać jak idzie bardzo pomagały i były naprawdę życzliwe.
Oczywiście zawsze są jakieś wyjątki - ale wszyscy jesteśmy ludźmi którzy mają gorsze i lepsze dni.
Reasumując ja na pewno będę ich polecać w moim przypadku Szpital i Personel spisali się wzorowo Duży Uśmiech
Odpowiedz cytując ten post
12-02-2013, 12:07
Post: #7
Ja rodziłam na Solcu w czerwcu 2011 r. Nastawiona byłam do porodu bardzo pozytywnie, wcześniej chodziłam z mężem do szkoły rodzenia przy szpitalu gdzie opowiadano nam o różnych metodach łagodzenia bólu porodowego i przebiegu porodu. Myślałam, że jestem przygotowana. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Przyjechałam po odejściu wód i zostałam przebadana i przyjęta na obserwację. Tam mąż nie mógł ze mną być, więc snuł się kilka godzin po mieście. Przyjechałam ok.12, ok. 15 podano mi antybiotyk a następnie oksytocynę. Cały czas miałam przypięte KTG. Położne przychodziły tylko sprawdzić rozwarcie i zapis na KTG. Po kilku godz. słyszałam jak szepczą, że się chirurg będzie musiał umyć. Ok. 20 przeprowadzono mnie na salę porodową. Tam przez chwilę był ze mną mąż. Ja wiłam się z bólu, ale jak tylko jakaś przechodząca położna zobaczyła, że zmieniam pozycję (usiadłam żeby tak nie bolało) kazała się kłaść. I wychodziła... Ok. 23 podano mi znieczulenie zewnątrzoponowe a następnie coś do kroplówki (chyba oksytocynę). Po kilku minutach aparatura zaczęła piszczeć i zbiegli się wtedy położne i lekarz. Mąż został wyproszony, oni w popłochu próbowali rozłożyć łóżko porodowe - niestety bezskutecznie, więc musiała rodzić na leżąco, wisząc pupą nad podłogą i wspierając nogi na ramionach położnej. Ja dostałam tlen i miałam przeć, ale nic nie czułam i nie wiedziałam kiedy, więc próbowałam jak się dało. Położna patrzyła gdzieś zdezorientowana a ja czekałam, na sygnały do parcia, których jednak nie dostałam. Nie wiele już kojarzę z tego co było później, ale moją córeczkę położono mi wiotką i fioletową na brzuchu. Po chwili szybko mi ją zabrali i zaczęli wentylować, położna zawiadamiała OIOM. W sali porodowej było ze 20 osób. Modliłam się w duchu do Boga, żeby Zuzia zaczęła oddychać i udało się po kilku minutach. Na drugi dzień dowiedziałam się, ze "to parcie było takie słabe". W karcie dziecka wyczytałam, ze poród z komplikacjami, zagrożenie życia płodu, zaburzenia rytmu serca w pierwszej i drugiej fazie porodu. I przez te wszystkie godziny nikt m nic nie mówił, nikogo przy mnie nie było i ostatecznie urodziłam siłami natury (na oksytocynie), dziecko dostało 4 punkty w skali Apgar. Jestem bardzo zawiedziona podejściem personelu. O mało nie zakończyło się to wszystko tragedią. Zuzia przeszła szereg konsultacji i wydaje się, że na szczęście nie ma żadnych negatywnych efektów niedotlenienia. Teraz jestem w 35 tyg. ciąży i na pewno na Solec nie pojadę.[/size][/font]
Odpowiedz cytując ten post
12-03-2013, 09:52
Post: #8
Witam, rodziłam w szpitalu na Solcu we wrześniu 2012. Jestem baardzo zadowolona. Ogólnie poród miałam lekki, w szpitalu byłam po północy a o 2.45 maluch już była na świecie. W większości to zasługa cudownej położnej, która tak mnie zmobilizowała do parcia, że mój synek wyskoczył raz. Obyło się bez znieczulenia i bez nacinania, za co jestem niezmiernie wdzięczna.
Po porodzie również wszystko OK. Pielęgniarki przychodziły do mnie i do dzidziusia praktycznie cały czas. Pokazywały jak karmić (tylko dzięki nim już pół roku karmię piersią z przyjemnością), odpowiadały na każde moje pytanie i to bez skrzywienia, zawsze z uśmiechem. Nauczyły jak przewijać, ubierać, we wszystkim pomagały i to o każdej porze dnia i nocy. Leżałam na sali z dziewczyną, której córeczka płakała przez pół nocy - dosłownie co kilkanaście minut ktoś przychodził, żeby pomóc, dokarmić butelką, żeby dziewczyna odpoczęła. Ginekolodzy po prostu super - mili, dowcipni, pomocni.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona i następny poród na pewno też na Solcu. Powiem szczerze, że personel szpitala uczynił mój poród cudownym przeżyciem.
Odpowiedz cytując ten post
15-03-2013, 12:01
Post: #9
Chciałbym dopisać kilka słów opinii na temat szpitala przy Solcu w Warszawie. Moja żona rodziła tam w lutym 2013 roku. Do szpitala trafiliśmy gdyż polecił nam go lekarz prowadzący ciążę. Rozważaliśmy inne szpitale ale zdecydowaliśmy się na Solec i teraz tego żałujemy. Do szpitala przyjechaliśmy wieczorem i w tym czasie nie było innych porodów więc panował spokój. Przyjmowała nas położna na pierwszy rzut oka bardzo serdeczna i miła, lecz jak się później okazało był to jej sposób na maskowanie braku wiedzy, umiejętności i kompetencji. Dokumenty przyjęcia do szpitala wypisywała dobrą godzinę co raz przekręcając dane myląc pesel z nip`em i wciąż wszystko poprawiając, a żona już w tym czasie miała częste regularne skurcze. Do cesarskiego cięcia bo takie żona miała wskazanie, nie przygotowała jej w sposób należyty pozostawiając na palcach pierścionek i obrączkę a w uszach kolczyki. Kiedy już żona leżała na stole do przyjęcia porodu anestezjolog zapytał gdzie są sanitariusze i okazało się że położna zapomniała ich wezwać. Na szczęście poród w dalszej części przebiegł bez zakłóceń i córka urodziła się zdrowa. Żonę przewieziono na sale pooperacyjną a dziecko trafiło pod opiekę pielęgniarek od noworodków. Po 12-tu godzinach zgodnie ze sztuką lekarską poinstruowano żonę że czas już wstawać lecz łóżko nie posiadało ani drabinki ani żadnej innej rzeczy która pomogłaby podnieść się osobie która ma poprzecinane mięśnie brzucha. Nikt też nie asekurował żony na wypadek gdyby straciła równowagę. Następnie przeniesiono żonę na sale ogólną gdzie przywieziono jej dziecko. Jako że żona rodziła poprzez cięcie cesarskie trudno było jej się poruszać i opiekować dzieckiem, dlatego zostałem przy niej do końca dnia aż wyproszono mnie i żona została na noc sama z dzieckiem i narastającym bólem karku i głowy. W nocy żona cały czas na przemian wstawała, kładła się, karmiła i nosiła dziecko gdyż nie przestawało płakać . W środku nocy wpadła pielęgniarka i zakomunikowała, że jeśli żona nie uspokoi dziecka to jak się wyraziła od tego darcia dziecko dostanie temperatury i wtedy będzie kłopot. Nad ranem pojawiłem się w szpitalu i pomogłem zająć się dzieckiem które wciąż płakało. Z powodu częstego wstawania w nocy i wysiłków mięśni brzucha które to mięśnie były przecież przecięte, pojawił się w miejscu szwu olbrzymi krwiak. Aby upuścić krew z jamy brzusznej założono dwa sączki na szwie. W czasie obchodu lekarz przepisał żonie kroplówki z ketonalem co trzy godziny do odwołania bo kark i głowa bolały niemiłosiernie. Lekarz nie rozpoznał zespołu popunkcyjnego występującego u 30% pacjentek w których zastosowano znieczulenie podpajęczynówkowe. Antidotum na ten zespół jest leżenie, nie poruszanie głową i picie dużej ilości płynów. Na nasze nieszczęście w pracy była akurat położna która przyjmowała nas do porodu. Pani ta albo nie umie czytać, albo czyta bez zrozumienia bo nie podała żonie żadnej kroplówki. Po naszej interwencji podała żonie paracetamol, po godzinie nie odczuwając poprawy poszedłem znów do super położnej a ta stwierdziła, że da keton al lecz w czopku. Również nie pomogło więc po kolejnym upomnieniu się o przepisany ketonal w kroplówce łaskawie go podała. Koło południa przyszła do naszej sali świetna pielęgniarka o dwóch imionach Barbara Małgorzata w okularach, nazwiska nie pamiętamy. Pani koło 50-tki od dzidziusiów i zajęła się każdą z mam znajdujących się w pokoju indywidualnie, i okazało się że żona nie ma pokarmu a dziecko płacze z głodu. Przyniosła butelkę którą nakarmiliśmy dziecko i nauczyła nas jak spowodować żeby pokarm pojawił się szybciej. Z powodu nieustającego bólu głowy na wieczornym obchodzie lekarz zlecił konsultację neurologiczną. W dalszym ciągu nie mając pojęcia co jest przyczyną bólu. W nocy żona znów została pozostawiona sama sobie i rano czuła się znacznie gorzej niż wieczorem. Przez cały ten czas położne kazały żonie wstawać z łóżka i nie pieścić się tak ze sobą bo nie jest księżniczką. Wieczorna wizyta neurologa przyniosła oświecenie lekarzom i położnym ponieważ Pani neurolog bardzo rzetelna i kompetentna stwierdziła, że to zwykłe powikłania po znieczuleniu, oczywiste dla osób z wiedzą pracujących na oddziale szpitalnym i zakazała wstawać łóżka do czasu kiedy ból minie. Niepocieszone położne dały za wygraną i już nie wyganiały z łóżka. Ponieważ z dzieckiem sytuacja była już opanowana a żonie pozostało już tylko leżenie gdyż sączki już miała zdjęte, postanowiliśmy wracać do domu gdyż tam mogłem opiekować się żoną całą dobę. Przy najbliższym obchodzie żona spytała czy może wyjść a lekarz się zgodził nie patrząc w kartę na nasze szczęście bo stamtąd dowiedziałby się o zespole popunkcyjnym. Po wyjściu ze szpitala dwie doby leżenia rozwiązały sprawę powikłania po znieczuleniu.
Z ciekawostek napiszę jeszcze, że w czasie pobytu żony na Solcu innym mamom z tego pokoju próbowano pobierać krew w łazience, na szczęście mama zobaczyła że na fiolce jest nie jej nazwisko i położna sobie odpuściła, próbowano podać antybiotyk nie tej pacjentce co powinno, zastrzyk przeciw zakrzepowy który powinna dostać moja żona dostała ta sama mama, której chciano pobrać krew w łazience. Dostała swój zastrzyk i mojej żony.
Reasumując uważam, że standardy na Solcu nie mieszczą się w żadnych normach, położne z jednym wyjątkiem nigdy nie powinny tam pracować, nadają się co najwyżej do mopa i to w magazynie z materiałami budowlanymi. Pielęgniarki za wyjątkiem wspomnianej z imienia Pani Barbary cierpią na znieczulicę, olewczość, ignorancję oraz wydaje im się, że przychodzą do pracy na kawkę i ciasteczko, gdyż to ich stałe zajęcie. Jeśli kto zdrowy na umyśle to niech szuka innego szpitala, bo tu nic dobrego go nie spotka. Na ścianach pełno zdjęć maluchów z podziękowaniami za wspaniałą opiekę lecz jak się przyjrzeć wszystkie sprzed kilku lat. Być może kiedyś było tam naprawdę dobrze, ale to już przeszłość. Omijajcie to miejsce szerokim łukiem, chyba że macie zapędy masochistyczne.
Nigdy tam nie wrócimy.
Odpowiedz cytując ten post
28-03-2013, 12:15
Post: #10
Witam. Rodziłam na Solcu w październiku 2011 i najlepszą oceną jaką mogę wydać jest chyba to, że za kilka dni znowu się tam wybiorę Wesołek Może też dlatego, że znam już to miejsce i będę się swobodniej i pewniej czuła, ale z opieki też byłam zadowolona. Wiadomo - pielęgniarki, lekarze i położne to też ludzie i zdarza się im mieć złe dni... Z kilkoma osobami z personelu dogadywałam się gorzej, ale nie znaczy to, że były to osoby niekompetentne. Bardzo sobie chwalę i opiekę nad noworodkiem i opiekę nad młodymi mamami. Nikt nas nie wyrzucał na siłę, zaskoczyło mnie zdanie: "może Pani dostać wypis już dziś, wszystko w porządku... ale jeśli czuje się Pani niepewnie lub ma jakieś wątpliwości może Pani zostać".
Odpowiedz cytując ten post
03-01-2014, 15:45
Post: #11
Opinie z 2014 roku o porodach w szpitalu na Solcu można przeczytać również na stronie Dzieci-Warszawa.pl w tym miejscu

http://dzieci-warszawa.pl/forum/Watek-Sz...rod-w-2014
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
28-04-2014, 12:44
Post: #12
Na Solcu rodziłam, przez cc ze wskazania, w lutym 2014. Tam tez chodziłam do szkoły rodzenia. I cóż… Tragedii nie było, ale czy zdecydowałabym się na ponowny poród w tym szpitalu, nie wiem. Ocenę pozostawiam Wam. Opis mojego przypadku jest następujący.
Odnośnie szkoły rodzenia, minus musze przyznać za brak ćwiczeń, które pomagają w zniesieniu bólu porodowego, oraz za dezinformacje odnośnie pielęgnacji kikuta pępowinowego ( gdybym ograniczyła się do przecierania gazikiem do sucha po kąpieli, zapewne skończyło by się na zapaleniu pępka). Ważna sprawa, na Solcu nie robią USG brzuszka, główki, bioderek – ściema na stronie internetowej – jak się o to dopominałam w szpitalu, to mi odpowiedzieli, że bez wskazania nie robią, (chociaż w szkole rodzenia zapewniali, że je wykonują). To co pozytywnego wyniosłam ze szkoły rodzenia, to bezpośredni kontakt do położnej, która umożliwiła mi szybką wizytę u Ordynatora ( przez szpital/ przychodnie, było to problematyczne) i równie szybko zadziałała, gdy na kontrolnym KTG okazało się, że mam regularne skurcze. Także na dobę przed planowanym cc trafiłam na patologie ciąży. I niestety noc wyjęta, ze względu na twardy materac (i z tego co mi wiadomo moje łóżko wyjątkiem nie było). Za minus uznaję wręczenie mi do podpisu zgody na operację, bez konsultacji lekarskiej. Opieka pielęgniarska na piątkę – perfekcyjnie zostałam przygotowana do operacji i o 8:30 powędrowałam na sale operacyjną gdzie, przemiła pani anestezjolog informowała mnie o wszystkim co się wydarzy. Mały przyszedł na świat w tępię expresowym z 10 w skali apgar. Został dwukrotnie położony na mojej klatce piersiowej i powędrował do taty, który czekał poza sala operacyjną. Następnie trafiłam na sale pooperacyjną, a mały do noworodków. Zobaczyłam go po 6 godzinach, wtedy tez po raz pierwszy został przystawiony do mojej piersi. Potem mniej lub bardziej miłe pielęgniarki noworodkowe przynosiły mi go do „karmienia”, ( czasem dając sprzeczne wskazówki, jak prawidłowego przystawiać ;P). To co najbardziej doskwierało mi po operacji to ból, po mimo podawanych środków znieczulających, a przecież boleć nie musiało … ale taka nasza służba zdrowia ( zapewne jakbym zapłaciła, to by nie bolało). Jednak opiekę uznaję, za dobrą. Zostałam umyta, często zmieniano mi podkłady, a po 12 godzinach byłam w stanie wstać z łóżka. Pobyt na oddziale położniczym, trwał dwie doby, pokój trzy osobowy, z łazienką, sprzątany codziennie, do jedzenia większej uwagi nie przywiązywałam, bo i też cudów się nie spodziewałam. Maluchy były kąpane i ważone codziennie, przy nas. W nocy gdy płakały przychodziły pielęgniarki noworodkowe by nam pomóc. Z różnym nastawieniem Oczko. Raz sie trafiło na super babeczkę, która podnosiła na duchu, dawała cenne wskazówki, innym razem na heterę, która zdawała się tam być za karę. Zgłaszałam na bieżąco swoje problemy i było mi dane usłyszeć parę cennych wskazówek ( jeśli na początku nie produkujecie wystarczającej ilości pokarmu, to nie bójcie się dokarmiania sztucznym mlekiem ( chodzi o to aby wasze maleństwo nie było głodne i nie spadało na wadze), ale pamiętajcie przy tym o zasadzie: przystawiacie swoja pociechę na 15 min do jednej piersi, potem do drugiej, następnie butelka). Rano i wieczorem obchody lekarskie, raz dziennie wizyta pediatry, w między czasie wizyty pielęgniarek. W czwartej dobie zostaliśmy wypisani do domu, cieszyłam się niemiłosiernie Oczko.
PS zdjęcia, które robią na Solcu sa płatne, także za nim się zgodzicie – zapytajcie o cenę.
Odpowiedz cytując ten post
23-06-2014, 10:13
Post: #13
Witam, rodzilam na Solcu w czerwcu 2013 r. Moj lekarz prowadzacy pracowal w tym szpitalu. Powiem krotko. Szkola rodzenia wprowadza w blad co do istotnosci planu porodu i tego, ze na oddziale kazdy, za darmo, dostanie znieczulenie. Ekipa poloznych, ktora prowadzi szkole rodzenia wydaje sie nie miec nic wspolnego z ekipa, ktora przyjmuje prody, wlasnie ze wzgledu na to, ze wprowadzaja pacjentki w blad co do podstawowych kwestii. Bylam przygotowana na znieczulenie i chcialam za nie zaplacic, ale niestety nie udalo sie to. Nie wiem dlaczego, byc moze wynikalo to z nieobecnosci anestezjoloa, ale mnie nikt tego nie wyjasnil. Polozne zostawily mnie sama od godziny 4 rano do 7:40, kiedy w koncu wzieli mnie na sale prodowa. (Moj maz zostal odeslany przez polozna do domu - o naiwnosci - zamiast zostac ze mna.) Dla mnie to byl najkoszmarniejszy bol, jaki kiedykolwiek przezylam. Po 7:40 przy rozwarciu 7 cm powiedzieli mi z usmiechem, ze juz rodze i jest za pozno na znieczulenie. Brak znieczulenia spowodowal, ze nie mozna bylo sie ze mna dogadac i parcie w ogole mi nie wychodzilo, nie bylam w stanie funkcjonowac. Plan porodu wyladowal w smietniku, nikt nawet nie spojrzal na niego, chociaz polozna ze szkoly rodzenia wypelniala go z nami dlugo i sumiennie, tlumaczac jego powage. Opieka poporodowa byla ok, tylko jedna z pielegniarek myla dzieci wrzatkiem pod biezaca woda, lozka na porodowce sa bardzo niewygodne, wysokie (trudno sie na wdrapac z krwawiacym kroczem) z cerata, na ktorej jest goraco i ma sie wrazenia "zaparzania". Na szczescie po 2 dobach udalo nam sie wyjsc. Drugi raz nie wroce do tego szpitala, poniewaz czuje sie oszukana w kwestii znieczulenia i niedopilnowana w trakcie tych kilku godzin poprzedzajacych porod. Dodam tylko, ze moja kolezanka rodzila tam niedawno drugie dziecko i miala ciezke przezycia zwiazane z tym, ze dziecko powinno urodzic sie przez cc, a zostalo na sile wyciagniete proznociagiem po tym, jak kilka razy cofalo sie do kanalu rodnego. Znieczulenia nie podano. Przy zszywaniu krocza rowniez nie znieczulono jej. REASUMUJAC: mozna rodzic na Solcu, ale trzeba miec duzo szczescia, zeby to bylo znosne doswiadczenie. Odradzam.
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.


Potwierdzenie kodem
Potwierdzenie kodem
(wielkość znaków nie ma znaczenia)
Przepisz tekst z obrazka po lewej do poniższego pola tekstowego. Taki proces jest niezbędny, by zapobiec wysyłaniu wiadomości przez automaty.

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi Wyświetleń: Ostatni post
  Szpital INFLANCKA poród 2013 daba 34 23,095 10-10-2014 22:31
Ostatni post: Gość
  Szpital Św. ZOFII poród 2013 daba 25 20,088 08-10-2014 19:28
Ostatni post: Gość
  Szpital MADALIŃSKIEGO poród 2013 daba 48 22,387 16-09-2014 13:07
Ostatni post: nella
  Szpital KAROWA 2 poród 2013 daba 16 13,139 29-08-2014 20:13
Ostatni post: Gość
  Szpital ORŁOWSKIEGO, CZERNIAKOWSKI poród 2013 daba 12 8,938 13-08-2014 19:46
Ostatni post: Gość



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Polecane strony: